*NASTĘPNEGO DNIA*
Wczoraj zasnęłam dość późno, bo do późna przeglądałam Twittera w telefonie. Gdy się obudziłam, ujrzałam Harry'ego. Siedział na brzegu łóżka i wpatrywał się we mnie.
- Obudziłem cię? - spytał.
- Nie. - odpowiedziałam - Co tutaj robisz?
- Tak sobie przyszedłem popatrzeć jak śpisz.. - powiedział ściszonym głosem - E, to znaczy, przyszedłem cię obudzić na śniadanie. Tak, na śniadanie. - dodał speszony.
- Haha. Ja może się ubiorę i pójdę do domu i tam zjem śniadanie. Nie chcę was wykorzystywać..
- Zwariowałaś?! Bez śniadania cię nigdzie nie puścimy! Chyba, że chcesz, abym zamęczył cię łaskotkami... to już zależy od ciebie. - posłał mi swój zalotny uśmiech.
- Hmm, no nie wiem, czy zostać... - tak na prawdę, to powiedziałam to specjalnie, czego nie trudno zauważyć.
- Czy ty mi się sprzeciwiasz? Oj, nieładnie, nieładnie. - i zaczął mnie łaskotać. Jego duże dłonie dotykały każdej części mojego brzucha. Ja rzucałam się po całym łóżku, a gdy on stracił mnie z pola dotyku, wdrapał się na łóżko i położył na mnie. Łaskotał mnie po całym ciele swoimi dużymi dłońmi, a ja wydawałam z siebie tylko głośne piski.
- Jessica, chodź na... - zaczął Liam, wchodząc do mojego pokoju - śniadanie..ale widzę, że Harry już się tobą zajął - zaśmiał się głośno.
- Nie Liam, my tylko... - starałam się wytłumaczyć, a moje policzki oblał róż - Bo Harry przyszedł powiedzieć, że śniadanie już gotowe i tak wyszło..
- Jasne, nie tłumacz się tylko chodź - dodał z rozbawieniem Payno i wyszedł z pokoju.
- Głupek! - zaśmiałam się, szturchając loczka w bok.
Zbiegliśmy z Harrym na dół, gdzie spotkaliśmy pozostałą czwórkę chłopaków.
- Oo, państwo Styles przyszli! - powiedział z rozbawieniem Louis, na co ja rzuciłam mu tylko groźne spojrzenie.
Przysiadłam się do stołu siadając naprzeciwko Loczka i zajadałam przysmaki przyrządzone przez, jak się domyślam, Liama. Wydawał się być najdojrzalszy z tego towarzystwa.
Po zjedzonym śniadaniu posiedzieliśmy chwilę w salonie. Ta "chwila" trwała około 3 godzin... no pięknie.
- Chłopaki, ja już pójdę - powiedziałam, po czym wstałam i uśmiechnęłam się do nich ciepło.
- Um, skoro chcesz... ale odwiedź nas kiedyś jeszcze - uśmiechnął się do mnie Liam, co zrobiła pozostała trójka chłopców.
- J-jess.. odprowadzę cię, jeśli chcesz - zaczął Harry, przygryzając nerwowo wargę. Usłyszałam ciche parsknięcie Louis'ego, połączone ze śmiechem. Haz spiorunował go wzrokiem, po czym wstał.
- Okej, czemu nie - wzruszyłam ramionami i ruszyłam w kierunku korytarza.
Usłyszałam za sobą kroki Stylesa, więc postanowiłam na niego zaczekać, po ubraniu się.
Wyszliśmy razem z domu, nie odzywając się i idąc w niezręcznej ciszy.
- Dziękuję za dziś i wczoraj - zaczęłam, uśmiechając się do niego nieśmiało.
- Spoko. Możesz przychodzić kiedy chcesz - wzruszył ramionami, również się uśmiechając.
Za chwilę poczułam, że moje włosy mokną. Deszcz. No świetnie.
- Mogłem wziąć samochód, nie pomyślałem, przepraszam...
- Daj spokój, nic takiego - zachichotałam i stanęłam naprzeciwko niego, kiedy już byliśmy przed furtką mojego domu.
Patrzeliśmy sobie przez chwilę w oczy. Miał takie piękne, szmaragdowe tęczówki w których utonęłam.
- Wiesz... - zaczął, ale zrobił chwilową przerwę - wiesz, jakie jest moje marzenie?
Pokręciłam przecząco głową na znak "nie wiem", na co on przysunął swoją twarz bliżej mojej.
- Pocałunek w deszczu z dziewczyną, która mi się podoba. Z dziewczyną, która jest tą wyjątkową i nie ma innej takiej - dodał. Z każdym wypowiadanym przez niego słowem czułam, jak jego usta ocierają się o moje - I ty właśnie jesteś tą wyjątkową.
Nie zdążyłam nawet odpowiedzieć, bo poczułam na sobie jego miękkie usta. Cholera, tak świetnie smakował. Jego wargi idealnie wpasowały się w moje. Poruszaliśmy nimi leniwie, pomrukując cicho. Wplotłam palce w jego kaszmirowe loki i lekko za nie pociągnęłam, co spotkało się z cichym chichotem bruneta.
Odsunął swoje usta dosłownie na milimetr, by znów przemówić:
- I to marzenie się spełniło - uśmiechnął się pod nosem, co również odwzajemniłam.
- Dziękuję, Harry - szepnęłam i ponownie złączyłam nasze usta, tym razem w krótkim, lecz silniejszym pocałunku - do zobaczenia.
Odwróciłam się i pomachałam mu na pożegnanie, po czym z motylkami w brzuchu weszłam do domu.
~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~ ~~~~~~